Renault Talisman TCe 200 Initiale Paris – test

Jaki samochód jest najbardziej oryginalny w klasie średniej? Zwykle do tego tytułu pretendowały samochody francuskie, lecz od pewnego czasu Francuzi bardzo próbują upodobnić się do Niemców. Na szczęście każdy następny model tworząc od nowa. Czy marce Renault udało się stworzyć coś na tyle dobrego, aby za kilka lat uznać, że decyzja odcięcia się od nazwy Laguna była właściwa? Lagunę pierwszej generacji zaprezentowano w 1994 roku i był to prawdopodobnie najładniejszy samochód w klasie, który zbierał bardzo pochlebne opinie. Talisman miał swoja premierę w 2015 roku i całkowicie odcina się od Laguny, jest całkowicie nową konstrukcją zarówno techniczną jak i stylistyczną. Auto ma coś w sobie, przyciąga wzrok i prezentuje kontrowersyjne na wskroś nowoczesne wnętrze, ale jak się nim jeździ?

Pewnego pięknego wieczoru postanowiłem przetestować samochód Renault Talisman. Wybór padł oczywiście na najdroższą, najszybszą i najlepiej wyposażoną wersję. Trochę dziwnie to brzmi, lecz w tej limuzynie najszybsza wersja ma silnik 1,6. To i tak większa pojemność niż w BMW i8, ale nadal brzmi dziwnie. Z tym samochodem wiązało się dużo moich myśli, gdyż moim poprzednim samochodem był Renault Laguna, które to auto było naprawdę świetne, jednocześnie niszcząc moją miłość do motoryzacji, nic w nim się nie działo i nie psuło, zawsze dowoził mnie bezbłędnie do celu. Taki samochód po pewnym czasie staje się zwykłym wozidłem, to jak z piękną kobietą, bez charakterku, z czasem nie jest już taka piękna. Tym bardziej nie rozumiałem, dlaczego Renault postanowiło zmienić nazwę następcy bardzo udanego modelu na Talisman. Może chcieli przywrócić duszę Renault…

Niestety coś w tym jest, trochę udało im się tą duszę przywrócić, ale o tym później. Z mojego punktu widzenia nie zrozumiem i nie wybaczę Renault uśmiercenie Laguny, przecież tylko Laguna 2 z początku produkcji była wpadką, cała reszta to były godne polecenia auta. No i nadszedł ten dzień, mroźny dzień, w którym otrzymałem kluczyki do tego auta, tego, który miał być lepszy od mojej byłej wspaniałej Laguny. Kluczyk wygląda lepiej, ale co tam, gdzie Talisman. Na parkingu nie wyróżnia się, więc muszę go szukać, jest, w końcu go widzę. Wiem, że to maksymalnie wyposażona wersja w kolorze ciemnej śliwki, jest dość ciemno i ponuro, a auto od razu nie zdradza swoich atutów. Podchodzę do niego, Talisman zapikał, włączyły się światła i oświetlenie na nogi (z lusterek), łapie za klamkę i samochód się otwiera. Wsiadam do środka, rozglądam się dookoła, tak to jest całkowicie inna myśl stylistyczna, po za kilkoma bardzo małymi szczegółami, bliżej mu do statku kosmicznego niż do Laguny, jest bardzo nowocześnie. Szybko odpalam i jadę do garażu przechować go w oczekiwaniu na właściwe warunki.

Z ZEWNĄTRZ

Jest, mamy ładną pogodę, schodzę do Renówki, widzę, stoi duży i szeroki samochód, a całe wrażenie potęgują oryginalnie poprowadzone światła dzienne w zaostrzone litery C. Tyle już było aut a styliści dalej potrafią wymyślać coś nowego. Przód jest kompletnie inny od Laguny 3 i bardzo dużo się w nim dzieje, chrom leje się litrami, a znaczek jest większy niż te używane w ciężarówkach. Gdyby to był znaczek VW, nikt by się nie zdziwił, stylistyka jakoś bardziej pasuje do masywnej niemieckiej motoryzacji niż lekkiej francuskiej. Ogólnie z przodu dużo się dzieje, obchodzę auto dookoła, wydaje się wielkie, lecz z boku zauważam już spokojniejsze linie, bez tylu różnych akcentów i przetłoczeń, jedynie boczny znaczek, którego przedłużenie jest w postaci wgłębienia na drzwiach. Warto też zwrócić uwagę, że tylna szyba nie ma dodatkowego słupka, cała szyba jest otwierana. Tył również jest masywny, widzimy duże światła, które dodatkowo podkreślają masywność auta, jakby dodatkowo odcinające się od historii Laguny (w Lagunie były subtelne paski). No i wszechobecne aktualnie w nowych autach atrapy wydechów, co było złego w prawdziwych wydechach?

WNĘTRZE

Zmęczony obchodzeniem tego dużego samochodu, wsiadam do środka, od razu zwracam uwagę na to, że dostałem smutną wersję tapicerki – czarną zwaną grafitową. Warto wspomnieć, że do wyboru mamy też brązową (niestety tylko w wersji wyposażenia Intens) i biało czarną, która jest idealna dla osób, które chcą rozświetlić wnętrze a obawiają się łatwo brudzącej jasnej tapicerki. Fotele wyglądają bardzo komfortowo, lecz niestety skóra miała wyraźne ślady użytkowania i wyglądała na dużo więcej niż w rzeczywistości (auto miało 9,5 tysiąca kilometrów), albo jakiś dziennikarz przyszalał i mocno przetestował ją lub miał sporą nadwagę, albo niestety tak szybko zostają na niej ślady. Warto dodać, że podobną tkaniną obszyta jest przednia część deski rozdzielczej. Rzeczą, która została z Laguny, są regulowane zagłówki, które w tej wersji wyglądają luksusowo, regulacja pochylenia zagłówka to jest jeden z elementów, który powinien być skopiowany do innych aut.

Rozglądam się dalej i wnętrze ma kilka smaczków a co najważniejsze jest kompletnie nowe, z nastawieniem na nowoczesność. W Renault nie poszli śladem innych marek, doczepiając tablet, lecz pozostawili ekran tam gdzie jego miejsce, mocno go powiększając (8,7”). Sam tunel środkowy jest ciekawie narysowany, mamy ładną i poręczną gałkę zmiany biegów, pokrętło multimedialne oraz miły podłokietnik, który tradycyjnie skrzypi (tradycja z Laguny). Zegary są nowoczesne, mocno pokombinowane i można je ustawić pod siebie, zarówno graficznie jak i kolorystycznie. Zmiany kolorów są stosowane globalnie na zegarach, wyświetlaczu centralnym oraz w postaci „ambient light” na desce rozdzielczej i tunelu środkowym, a wszystko to możemy dostosować pod siebie. Sam ekran jest duży i ciekawy, lecz niestety ta ramka obok wraz z „dziecięcymi” pokrętłami mocno psują wrażenie. Jest oryginalnie i nowocześnie, lecz jeszcze to nie jest to czego oczekujemy od przyszłości.

Środek jest obszerny i na pierwszy rzut oka wygląda jakościowo, skóra jest bardzo miła w dotyku, niektóre plastiki również, lecz tutaj, gdy zaczniemy się mocniej przyglądać, szybko znajdziemy słabej jakości plastiki lub zwykły materiał na fotelach, obszyty zwykłym materiałem jest dolny wewnętrzny boczek fotela, rozumiem, gdyby to nie było widoczne, lecz niestety patrząc na fotel, bardzo łatwo to dostrzec. Zresztą fotel został tak blisko zamontowany tunelu środkowego, że o niego obciera, co słychać i czuć. Najgorszą rzeczą w środku, niestety w miejscu, z którym zawsze styka się nasza noga i ręka jest dziwne plastikowe bardzo twarde, o brzydkiej fakturze połączenie tunelu środkowego z deską rozdzielczą. Nie rozumiem, lepiej jakby tego nie było, ani to nie wygląda ani nie jest funkcjonalne. Jest to największa wada tego samochodu, uderzamy w to kolanem i zawsze dotkniemy to ręką. Jest to jeden z elementów, który powinien zostać wykonany najlepiej! A szkoda, bo np., wiele elementów, które wyglądają na metalowe w rzeczywistości takie jest, co nie jest już dziś takie oczywiste.

JAZDA

Dobra, siadam, odpalam silnik, który budzi się bez emocji, łapie za miłą w dotyku kierownicę z perforowanej skóry i wyruszam na test. Samochód bardzo żwawo prze do przodu i szybko reaguje na gaz. Czuć w tym wysiłek, czuć, że to tylko silnik 1,6, ale mimo tego prędkość dość szybko rośnie, dziwne uczucie. Siedzi się bardzo przyjemnie i komfortowo. Jak okazało się po dłużej jeździe, to fotele są wyśmienite i możemy je ustawić na wiele sposób a nawet wydłużyć im siedzisko. Tu warto wspomnieć, że w Renault prawy fotel można dokładnie tak samo ustawiać jak fotel kierowcy, inni producenci na tym oszczędzają, w końcu żona powinna podróżować równie komfortowo jak mąż – szofer. Przyjemnie jeździ się też przy wyższych prędkościach, w środku jest umiarkowanie cicho, brak efektu uchylonej szyby i spokojnie można rozmawiać z drugą osoba, co nie jest oczywiste w wielu autach nawet premium. Może to być po części zasługa podwójnych bocznych szyb klejonych w wersji Initiale Paris.

Jadę, testuję, sprawdzam, Renault Talisman czasami mi się podoba, czasami mnie denerwuje. Jak było zimno, system bezdotykowy nie zawsze działał i łapanie za klamkę, nic nie dawało, trzeba było wyciągnąć pilota i otworzyć auto tradycyjnie. W lusterkach włącza się, co chwile lampka, która wykrywa samochody w martwym polu, lecz tam żadnych samochodów nie ma, czasami nawet pozwala sobie na długie świecenie, oczywiście wyłączam ten monitoring. Jak staje a akurat sypie śnieg to włączają mi się czujniki parkowania i piszczą, abym nie uderzył w śnieg przyklejony do zderzaka. Aktywnego tempomatu nie mogę użyć, gdyż właśnie system poinformował mnie o tym, że kamera nie będzie działać prawidłowo. Tutaj na usprawiedliwienie dodam, że warunki się zmieniły i są ciężkie – śnieg mocno sypie, prawdopodobnie w większości aut w takich warunkach ten system by się wyłączył. Gdy już mogłem go przetestować, nie miałem żadnych zastrzeżeń do jego działania. Niestety to nie koniec, gdyż nie mogę przestawić lędźwi a pasażer narzekał, że mu się co chwilę wyłącza masaż. Oczywiście krzyczę pasażera, że nie umie się obsługiwać i coś psuje, po czym przejmuje kontrole (również nad jego fotelem – ciekawe rozwiązanie) i sam wszystko ustawiam i co i masaż co chwilę się wyłącza, a było tak pięknie… właśnie dostrzegam, że Renault odzyskało swoją duszę.

Ponarzekali, warto teraz trochę zaczerpnąć przyjemności z jazdy. Jak pisałem, auto jeździ przyjemnie i przyśpiesza żwawo, choć mamy wrażenie jakby się Talisman męczył (a może to uprzedzenie do pojemności?). Do dyspozycji mamy 7 biegową dwu-sprzęgłową skrzynię, która szybko i przyjemnie zmienia biegi. Jeśli chcemy się pobawić manualnie to pozostaje drążek, gdyż Talisman nie przewiduje w ogóle łopatek przy kierownicy, szkoda. Mamy za to wiele innych ciekawostek, jak choćby 4Control, czyli tylne koła skrętne, które do 50km/h skręcają się w przeciwnym kierunku zmniejszając promień skrętu, powyżej 50 km/h skręcają się w tym samym, nadając auto dodatkowej stabilności. Ciekawe wrażenie jest jak szybciej pokonujemy rondo, wtedy mamy wrażenie jakby tył się lekko się ślizgał. Mamy też regulowaną twardość zawieszenia zwaną Electronic Damper Control. Działanie regulacji czuć i w wybieraniu nierówności i w trzymaniu się na zakrętach.

Wiele parametrów jazdy możemy regulować, wybierając odpowiedni tryb jazdy (Sport, Komfort, Eko, Neutralny, Spersonalizowany). Regulujemy szybkość działania skrzyni, to kiedy będzie zmieniać bieg, opory na kierownicy, twardość zawieszenia, reakcje na gaz oraz wiele innych wraz z wyborem dźwięku silnika dochodzącym z głośników. Sam silnik nie brzmi dobrze, a tak naprawdę to wcale, tutaj akurat to wzmacnianie z głośników ratuje sytuacje. Jadąc wymagającą trasą, w trakcie śnieżycy, samochód spisał się prawie dobrze, pewnie jechał i dobrze trzymał się drogi, czuć było pewność jazdy. Prawie dobrze gdyż światła działały bardzo słabo, długie świeciły tylko po poboczu, a krótkie blisko przed autem. Światła są jakby generację za konkurencją, prawda są ledowe, same wyłączają się i włączają, gdy jedzie ktoś z przeciwka, lecz nie mają wyłączalnych stref i nie święcą tak dobrze jak u innych a długie są jakieś takie średnie.

DANE TECHNICZNE:

Rodzaj: benzyna turbo
Nazwa: ENERGY TCe 200 EDC
Pojemność: 1,6l. R4
Moc: 200KM@6000 obr./min.
Moment: 260NM@2500 obr./min.
Prędkość maksymalna: 237 km/h
0-100 km/h: 7,6 s.
Skrzynia:  automat 7 biegowy dwu-sprzęgłowy EDC
Napęd: FWD
Waga: 1430 kg

MULTIMEDIA I UDOGODNIENIA

Jak już trochę pojeździłem, pomasowałem plecy i ogólnie nacieszyłem się samochodem, który mimo pewnej liczby niedociągnięć wypadł w moich oczach nad wymiar dobrze, mogę przejść do spokojnej zabawy tym wszystkim, co on oferuje. Oczywiście warto zacząć od ekranów i ustawień. Możemy regulować w aucie Renault Talisman naprawdę dużo, począwszy od kolorów podświetlania wnętrza, włącznie z podświetlanym paskiem na desce rozdzielczej czy podświetlaniem tunelu środkowego. Do wyboru mamy zielony, żółty, czerwony, niebieski i różowo-fioletowy. Możemy zmienić styl wyświetlacza zegarów, tutaj mamy 3 możliwości, dostosować pod siebie pulpity (można stworzyć ich kilka) jak w tabletach. Regulowanych jest bardzo dużo parametrów, nawet natężenie i rodzaj dźwięku czujników parkowania, które są z każdej strony pojazdu. Co więcej każdy użytkownik może stworzyć własny profil i zapamiętać wszystkie swoje ustawienia łącznie z fotelem, lusterkami, ulubionym radiem itp. itd.

Wyświetlacz daje też możliwość dodawania aplikacji, na razie nic ciekawego nie znalazłem, a akurat to, co zainstalowałem nie można używać podczas jazdy. Szkoda, że nie ma tam np. nowych styli zegarów, możliwość dodania własnych byłaby atutem tego samochodu. Wyświetlacz centralny można też użyć jako drugie lusterko wsteczne. Ogólnie ekranu używa się przyjemnie, jedynie co to przydały się szybszy procesor, multimedia nie działają tak szybko jak powinny, widać to szczególnie w nawigacji. Renault w Talismanie bardzo postawił na nowoczesność, i tzw. ”mulenie” nie powinno w tym samochodzie występować. Do dyspozycji mamy też kolorowy, o wysokiej rozdzielczości Head-up, na którym wyświetlane są wszystkie najważniejsze informacje, szkoda, że akurat tutaj nie mamy możliwości decyzji, co ma się tam wyświetlać. Wracając do „Ambient Light”, fajny bajer, lecz męczący w dłużej jeździe w nocy, na szczęście przechodząc 15 menu można go wyłączyć.

Moda na usuwanie guzików dotarła również do Renault i w Talismanie posunęła się za daleko, brakuje kilku ważnych guzików (sterowanie nawiewami zawsze powinno odbywać się bez odrywania wzroku od kierownicy). W Renault muszę najpierw trafić w mały pasek na dole, dopiero wtedy odrywając drugi raz wzrok od drogi muszę znaleźć interesujące mnie ustawienia. Przydałby się guzik od włączania masażu, teraz musimy nacisnąć guzik na fotelu, przejść do podmenu, wybrać komu włączam, włączyć menu masażu i wybrać jeden z 3 dostępnych programów (np. w Fordzie Taurus jest z boku guzik, naciskamy i już masuje). Audio w Talismanie gra przyzwoicie i sygnowane jest przez Bose, a przy kierownicy ostał się pilocik z Laguny, nie dziwie się, bardzo dobrze się go obsługuje. Zostało też kilka dziwnych rzeczy, takich jak wyłączanie się wskazania ile jeszcze auto przejedzie na paliwie, gdy tylko włączy się komornik. No nie wiem, ale właśnie wtedy ten wskaźnik jest najbardziej potrzebny. Gdy już wyłączymy silnik na ekranie prezentowane są nam ekologiczne statystyki naszej jazdy.

Na koniec przytoczę jeszcze kilka ciekawostek o Talismanie. Bagażnik jest duży, głęboki lecz niestety dość niski, a otwór załadunkowy mały, Laguna była liftbackiem, gdzie szyba otwierała się razem z klapą, w efekcie czego ładowanie wszystkich przedmiotów było bardzo łatwe. Bagażnik otwiera się, gdy machniemy nogą, nigdy to nie działa gdy chcemy komuś pokazać, zawsze działa gdy samemu używamy. Gdy już nie zadziała, musimy szukać małego guzika na klapie. Ciekawym rozwiązaniem, znanym już z Laguny jest klapka wlewu paliwa, która jest połączona z korkiem, nie rozumiem, czemu inni producenci tego nie stosują, rozwiązanie genialne, wystarczy otworzyć klapkę i już można lać paliwo, bez odkręcania i odkładanie niepotrzebnego korka. W podłokietniku mamy klimatyzowane miejsce na małą butelkę. Samochód może sam parkować, równolegle, prostopadle lub po skosie, działa to tak samo jak w każdym innym aucie, my tylko naciskamy hamulec i zmieniamy biegi. Co więcej ciekawym dodatkiem jest możliwość monitorowania jakości powietrza wraz  filtrem blokującym mikrocząsteczki – bardzo przydatne akurat w teraz gdy wychodzi ten test.

PODSUMOWANIE

Cena modelu podstawowego Energy dci110 (1,5 diesel) Life: 94 400 zł
Cena modelu podstawowego ENERGY TCe 200 Intens: 122 900 zł
Cena modelu testowanego ENERGY TCe 200 Initiale Paris: 145 400 zł

Renault zmienił kompletnie obliczę flagowego modelu, z zewnątrz jak i wewnątrz jest to całkowicie inne auto. Jest nowocześniejsze i w głównej mierze oparte na elektronice. Dodatkowo zyskał wiele rozwiązań wprost wyjętych z klasy premium, szkoda, że niestety za tym nie poszedł rozwój jakości wnętrza. Cechą godną uwagi jest możliwość wielu ustawień, które mogą młodym się podobać a osoby w starszym wieku przytłaczać, dlatego auto, które z zewnątrz wydoroślało, w środku zmieniło się w komputerowego nastolatka. Ktoś, kto uwielbia komputery będzie czuł się jak u siebie w domu, ktoś, kto za tym nie przepada, może się czasami obsługując Talismana podenerwować. Renault Talisman jest dla ludzi ceniących całokształt, niepatrzących na szczegóły, dla ludzi ceniących nowości i elektroniczne dodatki, lecz też cierpliwych i wyrozumiałych.  Renault znowu pokazał auto, które w klasie się wyróżnia, nie kopiuje rozwiązań i prezentuje śmiałe idee. Wiele rzeczy wymaga jeszcze poprawy, lecz jak zostaną one poprawione, a pod maskę zawędruje normalny silnik to może się okazać idealną propozycją dla osób szukających odmiany i potrzebujących dużego sedana. Zresztą co najważniejsze to  podróżuje się nim nad wymiar przyjemnie i komfortowo.

 

Adam Szprot

http://3dosetki.pl/

Kolizja drogowa – co zrobić? Jak zareagować? Czego unikać?

 

Żyjemy w czasach mocno zmotoryzowanych. Według statystyk, w 2015 r. na 1000 mieszkańców Polski przypadało średnio 599 samochodów, a trend od wielu lat jest rosnący. Nie powinno to nikogo dziwić. Wystarczy przejść się po przeciętnym osiedlu żeby dostrzec, że w jednym domu często są dwa lub więcej aut. Jednocześnie, chociaż przez lata infrastruktura drogowa w naszym kraju regularnie się poprawia, wciąż nie można powiedzieć aby prędkość jej rozwoju nadążała za rosnącym zmotoryzowaniem obywateli. Nie jest zatem niczym zaskakującym, że każdego dnia na naszych drogach ma miejsce wiele kolizji i wypadków. Nie zawsze jest to efekt brawury czy, nie bójmy się tego słowa, głupoty. Czasami aby zostać sprawcą takiego zdarzenia wystarczy chwila roztargnienia. Oczywiście jadąc zupełnie przepisowo można również zostać uczestnikiem kolizji czy wypadku, tyle że po stronie poszkodowanego. Co wtedy? Postaram się nieco nakreślić problematykę takich zdarzeń, a z czasem opisywać ją szerzej.

Stało się. Spisać oświadczenie czy wzywać policję?

To spory dylemat, który zawsze dotyka poszkodowanego w sytuacji, gdy sprawca bez problemu przyznaje się do winy. Z jednej strony sprawca wyraża skruchę, jest miły, rzeczowy, czuje się winny. Z drugiej jednak strony, poszkodowany z reguły go nie zna. Oczywiście sprawa wygląda zupełnie inaczej z perspektywy sprawcy.

Osobiście jestem zwolennikiem wzywania policji. Dlaczego? Nie, nie wynika to ze złośliwości. Z praktyki wiem, że oświadczenie jest ryzykowną ścieżką, zwłaszcza gdy brak jest obiektywnych świadków zdarzenia. Główne ryzyko wynika z faktu, że już po zgłoszeniu szkody, na etapie wypełniania dokumentów, sprawca może zaprzeczyć jakoby był winny spowodowania kolizji. Fakt posiadania przez poszkodowanego podpisanego oświadczenia sprawcy niczego tutaj niestety nie zmienia, a przynajmniej dla ubezpieczyciela.

Mówiąc krótko, zakład ubezpieczeń odmówi przyznania i wypłaty odszkodowania zasłaniając się brakiem podstaw do jego przyznania.
Czysto teoretycznie zakład ubezpieczeń może postąpić podobnie w przypadku stwierdzenia winy sprawcy przez policję i to nawet pomimo przyjęcia przez niego mandatu, ale w praktyce się to właściwie nie zdarza. Jednak gdyby się nawet zdarzyło, to przyjęty mandat nałożony przez policjanta stwierdzającego sprawstwo drugiego kierowcy, jak również zeznania takiego policjanta, są dużo mocniejszymi dowodami w Sądzie niż klasyczne słowo przeciwko słowu.

Z drugiej strony, co naturalne, będąc sprawcą najlepiej dążyć do zakończenia sprawy oświadczeniem. Potępiam jednak kombinatorstwo i absolutnie odradzam cofanie oświadczenia o przyznaniu się do spowodowania kolizji, w przypadku, gdy pokrzywdzony zgodzi się poprzestać na takim oświadczeniu. Trzeba się jednak liczyć z tym, że poszkodowany może nie zaufać sprawcy i będzie chciał wezwać policję, chociażby z wyżej opisanych powodów i trzeba to zrozumieć. W takim wypadku niestety nic się już nie da zrobić. Można ewentualnie liczyć, że funkcjonariusze, którzy przyjadą na miejsce zdarzenia będą w dobrym humorze i poprzestaną na pouczeniu lub wystawią najniższy możliwy mandat, co oczywiście się zdarza.

Innymi słowy, będąc poszkodowanym i nie znając zupełnie sprawcy, lepiej poświęcić trochę czasu na oczekiwanie i wezwać policję, żeby później ewentualnie nie pluć sobie w brodę, że postępowanie odszkodowawcze przedłuża się, ponieważ sprawca wycofał swoje oświadczenie.

Trzeba jednak pamiętać, że sam fakt wycofania oświadczenia przez sprawcę nie oznacza automatycznie utraty szansy na uzyskanie odszkodowania. Da się to odkręcić, jednak cała procedura zdecydowanie wydłuży czas oczekiwania na wypłatę należnych pieniędzy. Od kilku tygodni, gdy sprawę uda się załatwić na etapie odwołań od decyzji ubezpieczyciela, do kilku miesięcy, a w skrajnym przypadku nawet lat, gdy sprawa trafi do Sądu. O tym jakie kroki należy poczynić, napiszę w przyszłości.

Mandat? Jaki mandat?! To nie moja wina!


Może się tak zdarzyć, że wezwana przez domniemanego poszkodowanego policja, ku jego zaskoczeniu, stwierdzi jego winę. Czy warto się kłócić i odmawiać przyjęcia mandatu? Pozostawiam to Waszej ocenie. Trzeba jednak mieć na uwadze kilka faktów. Przede wszystkim, decydując się na postępowanie przed Sądem, bowiem tam trafi wniosek o ukaranie, w przypadku odmowy przyjęcia mandatu, trzeba posiadać naprawdę mocne dowody winy drugiego kierowcy. Samo przekonanie nie wystarczy. Jeżeli nie ma świadków, monitoringu miejskiego lub prywatnego w bezpośredniej okolicy miejsca zdarzenia, czy też rejestratora trasy w samochodzie, wybranie drogi sądowej jest dość ryzykowne.

Należy mieć bowiem świadomość, że wraz z wnioskiem o ukaranie, do Sądu trafi notatka policyjna oraz dokumentacja z miejsca zdarzenia i z całą pewnością dojdzie do przesłuchania przynajmniej jednego z policjantów obecnych na miejscu kolizji. Zeznania policjantów są mocnym dowodem, gdyż są oni z reguły osobami obcymi dla uczestników zdarzenia i nie mają żadnych subiektywnych powodów by zeznawać na niekorzyść obwinionego (podobne stwierdzenie prawie na pewno znalazłoby się w uzasadnieniu wyroku). A oczywistym jest, że kierując wniosek o ukaranie wskazanej osoby, funkcjonariusz policji będzie zeznawał na jej niekorzyść.

Swoistym „ratunkiem” może być wnioskowanie o biegłego specjalistę do spraw rekonstrukcji wypadków, ale i taki ruch niesie za sobą pewne ryzyko. W razie przegranej, Sąd może obciążyć obwinionego kosztami sądowymi, w tym również kosztami wynagrodzenia biegłego, które nie należą do najniższych. W praktyce Sądy najczęściej tak właśnie czynią.

Z drugiej jednak strony, Sąd może dostrzec chociażby przyczynienie się do spowodowania kolizji drugiego kierowcy i orzec grzywnę w niższej wysokości niż zaproponowana przez policjantów. Trzeba również pamiętać, że Sądem właściwym do rozpoznania sprawy będzie Sąd, na terenie właściwości którego miało miejsce zdarzenie. Należy się więc zastanowić, czy mieszkając w Jastarni i biorąc udział w kolizji w Zakopanem, znajdzie się czas na dojazdy na rozprawy do Sądu Rejonowego w Zakopanem, albo środki na opłacenie prawnika, który do tego Sądu pojedzie jako obrońca, bowiem wskazany przez policję we wniosku o ukaranie sprawca, przed Sądem będzie występował jako obwiniony.

W mojej ocenie, dysponując przekonującymi dowodami zawsze warto spróbować. Trzeba pamiętać, że mandat to nie jedyna konsekwencja sprawstwa kolizji drogowej. Przy kolejnym terminie płatności składki OC można, zwłaszcza mając na uwadze ostatnie podwyżki, boleśnie odczuć w portfelu pomniejszenie bądź całkowitą redukcję przysługujących zniżek.

Policjant chce zatrzymać mój dokument prawa jazdy. Czy ma prawo?

W zależności od okoliczności zdarzenia, funkcjonariusz policji może dojść do wniosku, że sprawca kolizji zachował się na tyle nieodpowiedzialnie, że doszło do wykroczenia stypizowanego w art. 86 § 1 kodeksu wykroczeń. Zgodnie z tym przepisem, kto na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, nie zachowując należytej ostrożności, powoduje zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, podlega karze grzywny. Z kolei § 3 tego przepisu wskazuje, że w razie popełnienia wykroczenia określonego w § 1 przez osobę prowadzącą pojazd można orzec zakaz prowadzenia pojazdów. Zgodnie z przepisami, jeżeli dochodzi do wykroczenia w wyniku którego może zostać orzeczony zakaz prowadzenia pojazdów, policjant ma prawo zatrzymać dokument prawa jazdy.

Sąd wyda następnie stosowne postanowienie w tym przedmiocie, de facto zatwierdzając zatrzymanie dokumentu lub już na tym etapie go zwracając. Od takiego postanowienia przysługuje zażalenie, ale to już temat na odrębny artykuł, podobnie jak przesłanki stosowania art. 86 § 1 k.w. Z doświadczenia wiem, że warto w takiej sytuacji powalczyć o zwrot dokumentu prawa jazdy, o ile oczywiście okoliczności nie wskazują ewidentnie na spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

Jeżeli można udzielić jakichś uniwersalnych rad na wypadek uczestnictwa w kolizji, to na pewno będzie to sugestia zachowania spokoju. Nie wolno działać impulsywnie, a budowanie konfliktu już od wyjścia z samochodu na pewno nie przysłuży się szybkiemu i korzystnemu rozwiązaniu sprawy. Nie można dać się również zdominować i zastraszyć, a w konsekwencji dać sobie wmówić sprawstwa kolizji, gdy rzeczywistość jest nieco inna.

Nie należy również ulegać presji czasu. To, że sprawcy się spieszy, to nie znaczy, że trzeba już podejmować pochopne decyzje, które później trudno odkręcić. Trzeba się uspokoić, przeanalizować na chłodno co się właściwie wydarzyło, porozmawiać rzeczowo z drugim kierowcą i unikać zbędnych emocji, a wszystko powinno się zakończyć pozytywnie. Warto energię i emocje zachować na późniejsze starcie z zakładem ubezpieczeń, ale o tym już będzie mowa innym razem.

Damian Paduch

* Autor artykułu,Redaktor i Klubowicz kreska jest aktywnym uczestnikiem życia forum od 2008 roku. Z zawodu jest Adwokatem i prowadzi indywidualną Kancelarię Adwokacką. Niniejszy artykuł jest pierwszym z cyklu poruszającego aspekty prawne związane z szeroko rozumianą motoryzacją.

„Jeżdżę ponad 200 km/h bo lubię i nic na to nie poradzę…” – Felieton #1

renault-talisman-estate-160-dci-runs-out-of-puff-at-200-km-h-but-looks-good-111677_1

Usiądź wygodnie i wyobraź sobie, że wsiadasz właśnie do swojego nowego auta.

Pod maską masz mocnego diesla, więc lubisz przycisnąć bo dynamiczna jazda, nie powoduje powstania wiru w Twoim portfelu. Udajesz się w podróż służbową. Część trasy wiedzie autostradą, więc masz nadzieję na sporą dawkę szybkiej jazdy tak jak lubisz. Lecz najpierw trzeba przebić się przez miasto i drogi dojazdowe.

W mieście jeszcze jakoś dajesz sobie radę. Stoisz w korku, czekasz na zmianę świateł – ale inni też muszą stać i czekać, więc się nie denerwujesz. Kiedy wreszcie wyjeżdżasz na trasę i jak tylko kogoś wyprzedzisz to lądujesz za tylnym zderzakiem jakiegoś jadącego dziewięćdziesiątką „zawalidrogi”, zaczynasz odczuwać rozdrażnienie.

Kiedy tylko nadarza się okazja, wciskasz gaz do podłogi i wyprzedzasz. Często niebezpiecznie, po kilka samochodów, ale tak już masz – lubisz dynamiczną jazdę. Być może jesteś od niej uzależniony i prawdopodobnie nie zdajesz sobie z tego sprawy. Znowu trafiasz na peleton aut ciągnących się tym razem za autobusem. Tutaj nawet gdybyś chciał i tak nie ma jak wyprzedzać.

„Wleczesz” się 80-90 km/h i myślisz sobie: „przecież mam nowoczesny samochód, a postęp techniczny powinien służyć temu, aby jeździć szybciej i dynamiczniej”. W pewnym sensie cierpisz razem z Twoim samochodem, niemal dwustu konny silnik nie ma warunków, by rozwinąć pełną moc.

Aż wreszcie – jest! Upragniony wjazd na autostradę! Tutaj wreszcie poczujesz się wolny, nieograniczony, będziesz mógł robić to, co lubisz. Już po pierwszym oddechu tej wolności redukujesz bieg i solidnie wciskasz gaz. Chwilę trwa, aż wyprzedzisz jadących przepisowo „maruderów”  i masz przed sobą pustą drogę. Żadnych samochodów, prosta jezdnia i prawie dwieście koni pod maską. Podejmiesz wyzwanie?

Oczywiście, tak. Tylko, że Ty to wyzwanie rozumiesz dość specyficznie. Dla dobrego kierowcy pusta droga, brak fotoradarów, policji i innych samochodów jest wyzwaniem dla samodyscypliny. To wyzwanie dla psychiki, która powinna opanować pokusę nieprzestrzegania ograniczeń prędkości.

Wyprzedzasz wszystkich i myślisz, że jesteś „gość”. A może masz słabą psychikę?

Twoja psychika okazała się na to zbyt słaba. Dla Ciebie wyzwanie oznaczało wykręcenie jak najlepszego czasu przejazdu i jak najwyższego wskazania na prędkościomierzu. Wypadłeś w tym teście dość kiepsko… Czy możemy Cię jakoś pocieszyć? Niestety tak. Jest wielu kierowców podobnych do Ciebie.

Postanowiłeś więc zostać mistrzem prostej. Czy mogłeś wiedzieć, że będzie to Twoja ostatnia prosta? Niespecjalnie. Ale mogłeś przewidzieć ryzyko, gdybyś był dobrym kierowcą. Zapewne pomyślisz, że przecież nim jesteś, bo potrafisz dynamicznie prowadzić auto, o wiele szybciej niż inni. Jednak to nie wystarczy – choć byłbyś rajdowcem i miał do tego wrodzony talent to na drodze publicznej potrzebny jest jeszcze zdrowy rozsądek, priorytet bezpieczeństwa i poszanowanie zasad.

„Często jeżdżę ponad 200 km/h. Lubię to, nic na to nie poradzę.” – a czy pytałeś kiedyś innych, czy też lubią, kiedy to robisz?

Wskazówka prędkościomierza pokazuje 170 km/h. Lubisz ten moment, bo wtedy zazwyczaj włączasz szósty bieg. Obroty silnika spadają, robi się ciszej, w zasadzie nie jest to jeszcze prędkość, która by Cię ekscytowała. Dlatego mocniej wciskasz gaz. Szum powietrza zaczyna zagłuszać muzykę wydobywającą się z głośników.

Czujesz ten przyjemny stan, mieszaninę lekkiego strachu i podniecenia, kiedy prędkościomierz przekracza cyfrę 200. Kiedy dotrzesz na miejsce znowu będziesz mógł pochwalić się znajomym, że „zapiąłeś na szafie dwie paki”. 210 km/h… Wiesz, że Twoje auto może jechać szybciej.

Dojeżdżasz do szczytu wzniesienia i dostrzegasz przed sobą pierwszy od dłuższego czasu pojazd. Za nim następny i następny – to jadą jeden za drugim TIR-y. Przepisowo prawym pasem. Lewy jest wolny, pogoda znakomita, droga prosta – pędzisz więc dalej.

Przy ponad 200 km/h to działa tak: jeden, dwa, trzy – i już może Cię nie być

Wyprzedzanie TIR-ów przy tak ogromnej różnicy prędkości trwa dosłownie mgnienie oka. I tyle też będzie potrzeba, aby Twoja podróż dobiegła końca. Za wzniesieniem, kiedy dojeżdżałeś do ciężarówek poczułeś, jakby Twoim autem lekko zarzuciło w prawo. To pojawił się silny boczny wiatr. Ponieważ zbliżałeś się już do TIR-a to z obawy, aby się o niego nie otrzeć odbiłeś lekko w lewo.

Kiedy znalazłeś się na wysokości ciągnika siodłowego z naczepą cyrkulacja wiatru nagle się zmieniła – poczułeś, jakby coś „przysysało” Twoje auto do ciężarówki. Odruchowo mocniej skręciłeś kierownicę w lewo. I wtedy to się stało. Kiedy wyprzedziłeś pierwszą ciężarówkę efekt „przysysania” nagle zniknął. Twoje auto stanowczo odbiło w lewo.

Przód pędzącego ponad 200 km/h auta uderzył w barierę energochłonną, chroniącą przed wjazdem na przeciwległą jezdnię. Bariera odkształciła się niczym pasek blachy, którym otwiera się konserwy z obrotowym „kluczykiem”. Odpaliły poduszki powietrzne – straciłeś widoczność. Opory tarcia przodu o barierę wzrosły na tyle mocno, że auto zaczęło się obracać w lewo. Wszystko działo się bardzo szybko.

Kiedy Twój samochód stanął bokiem miałeś jeszcze ostatnie przebłyski świadomości. Opony po prawej stronie natychmiast zdarły się do felg, samochód podbiło do góry i rzuciło na prawą stronę jezdni. Solidnie już pognieciony pojazd, który nadal poruszał się z prędkością około 190 km/h, bo przecież nie zdążyłeś rozpocząć hamowania, uderzył w prawą barierę energochłonną. Demolując ją odbił się od jezdni i obracając się w powietrzu wypadł na pole.

Uderzenie przy tej prędkości było tak mocne, że żaden z systemów bezpieczeństwa biernego samochodu nie był w stanie ograniczyć jego skutków w takim stopniu, by zapobiec tragedii. Doszło do dezintegracji auta. Zespół napędowy wyleciał spod maski i wraz z częścią przedniego zawieszenia wylądował kilkadziesiąt metrów dalej.

To, co zostało z samochodu, wbiło się w ziemię. Razem z Tobą. Energia kinetyczna zgniotła resztę kabiny niemal tak skutecznie jak prasa na złomowisku. I tak to się skończyło. To się po prostu stało. Myślisz, że Cię chociaż rozpoznają? Jeżeli miałeś przy sobie dokumenty albo ktoś znajdzie w okolicy fragmenty Twoich tablic rejestracyjnych to może nawet tak…

Być może będziesz zaskoczony, ale przedstawiliśmy ten bardziej optymistyczny bieg wydarzeń. Bo Twoje auto nie wypadło na przeciwległy pas ruchu i nie wleciało przez przednią szybę do autokaru wiozącego dzieci na wycieczkę. Nie wiozłeś też pasażerów. Nie zderzyłeś się z żadnym innym autem. A mogłeś poczynić znacznie większe szkody i zabić kilka, może kilkanaście osób, wiele zranić. Ktoś miał wiele szczęścia, że nie znalazł się na Twojej drodze…

Czy to, co napisałem wyżej, jest zbyt dosłowne i brutalne? Być może tak. Ale jeżeli dzięki temu choć jeden z Was kierowców (z grupy „jeżdżę ponad 200 bo lubię i nic na to nie poradzę…”) zastanowi się i nie rozpędzi do prędkości, przy której mały błąd może albo musi kosztować życie, to uznam, że warto było to wszystko napisać.

Poniżej przestawiam film pokazujący skutki zderzenia się ze stałą przeszkodą przy prędkości niespełna 195 km/h, dość nowoczesnym pojazdem, który zdobył swego czasu 4 gwiazdki w teście Euro NCAP

Źródło,Auto Świat: http://www.auto-swiat.pl/jechal-300-km-h-po-autostradzie-i/ngnjyy#fp=as

Pomysł Maciekrakow

Korekta i pomoc Derweise

Edycja i publikacja Hondacbr11

Ekologia w motoryzacji – Dobra idea idąca w złym kierunku?

ekologia_preview

Ratujemy środowisko, dbamy o naszą planetę i nasze zdrowie-to hasła, które nikogo dziś nie dziwią i mimo pięknego zamysłu znajdują również przeciwników.

Czy są do tego podstawy? oceńcie sami.

Filtry cząstek stałych, zawory recyrkulacji spalin, katalizatory i masa innych czujników. Brzmi niegroźnie, kojarzy się z ekologią, ale czy nie aby tylko na pierwszy rzut oka? Czy po rozłożeniu tych pojęć na czynniki pierwsze nie zaczniemy wątpić?

dpf-fap

Oczywiście,motoryzacja to jeden z obszarów, w którym należałoby zadbać o czyste powietrze, są też inne, jednak sens ma to wtedy kiedy wszyscy współpracują.To jak najbardziej zasadne, że koncerny samochodowe chcą tej współpracy. Dobrym przykładem są deklaracje czołowych koncernów na temat stopniowej rezygnacji z silników diesla w mniejszych samochodach,zadeklarowało to również Renault.

Aby mieć zarys motoryzacyjnej ekologii, jej początku i obecnego wyglądu należy cofnąć się do lat 70-tych,kiedy zawory egr i katalizatory zaczęły odgrywać ważną rolę w budowie pojazdów. Potem nadeszły lata 80-te i pierwsze filtry cząstek stałych i kluczowe lata 90-te, kiedy zaczęła się rewolucja,niekoniecznie pozytywna, ponieważ zmianie uległa główna perspektywa, która mówiła o zarobku na sprzedaży samochodu i wyparła ją taka,która zakładała zarobek również na serwisowaniu nowych pojazdów. Pamiętacie przecież,stare Passaty i Audi, które można do dziś w dobrym stanie spotkać na drogach.

audi_80_b4

Proces trwa, my wkraczamy w nową dekadę i dopiero wtedy zaczynamy być uświadamiani o wszystkich szkodliwych substancjach, wszelkich emisjach, robi się o tym głośno w mediach, projektowane są ustawy, nakazy i zakazy.

umweltzone1

Koncerny nie pozostają tutaj bezczynne. Sztaby fachowców pracują nad nowymi rozwiązaniami, powstają nowe systemy wtrysku, systemy start-stop czy downsizing. Wielki boom na elektryczne pojazdy i hybrydy. Powstają ogromne nakłady finansowe a w końcu wszystko trzeba zareklamować i zaszczepić w kliencie chęć. Na papierze wszystko nabiera korzystniejszego wyglądu, ale co z obszarami ściśle powiązanymi z tymi procesami, czy zdążyliśmy siebie samych postawić przed tym zagadnieniem?

Na tym etapie przeciwnicy, nie tyle samej idei co jej rozwoju uznają iż czar prysł. Analizują ten proces w skali globalnej. Auta są złomowane nie po kilkunastu latach lub i później jak to miało miejsce kilka akapitów wyżej, a nawet po kilku latach eksploatacji, żywotność ogólna pojazdów spadła diametralnie, a wydobycie surowców potrzebnych do ich produkcji diametralnie wzrosło.

recykling

Pójdźmy dalej. Otwieramy nowe zakłady, nowe huty i fabryki produkujące te wszystkie systemy i czujniki, potrzebujemy więcej akumulatorów. Ktoś musi te materiały przetransportować więc do akcji wkraczają tankowce, jest ich coraz więcej a produkują ogromne ilości zanieczyszczeń. Czy ktoś to kiedyś obliczył?

kontenerowiec

Czy ktoś kiedyś wziął pod uwagę masowe fabryki w Azji? Jasne, ludzie mają prace, my jesteśmy eko i nieważne, że ktoś tam na innym kontynencie zasuwa za dolara dziennie w nierzadko nieludzkich warunkach.

china

Omówmy kilka systemów, których zamysł jest jak najbardziej zgodny z ideologią ekologii w motoryzacji.

System start-stop: Wspaniały wynalazek, który wyłącza silnik kiedy ten jest niepotrzebny. Czy ktoś z was pomyślał, że ten system trzeba zaprojektować i wyprodukować wszystkie dodatkowe kable i czujniki, stworzyć mocniejsze rozruszniki i wydajniejsze akumulatory. Co za tym idzie, są to również dodatkowe koszty dla właścicieli. Wkraczamy w etap kiedy koszty te spadają na użytkowników.  Czy ktoś was poinformuje, że po szybkiej jeździe kiedy nagle stajemy w korku wyłączenie silnika szkodzi turbinie, której wirnik nie ma możliwości spokojnego wyhamowania. Czy poinformują was, że ówczesne silniki są najbardziej obciążone w momencie odpalania,można tak wymieniać długo

aku

Dołożenie swojej cegiełki nie jest złe, ale horrendalne kwoty za nowe super baterie i czujniki przez które musimy czyścić swoje konta nie do końca mogą się wszystkim podobać.

I zaczynamy sobie zadawać pytanie, czy producenci odpowiednio przygotowują nas do wyboru i eksploatacji nowoczesnego samochodu i okazuje się to sporne. Przeglądając katalogi widzimy na pierwszych stronach, które auto jest bardziej eko, które mniej pali co jest notabene kolejnym nazwijmy to niedomówieniem(Audi,które przegrało proces w GB,że nie informuje o przeprowadzaniu testów spalania w warunkach nieosiągalnych na co dzień)

dolary

Czy ktoś z was został poinformowany przed kupnem nowego diesla, że olej może zostać rozrzedzony a filtr DPF/FAP może się mocno zapchać i wymiana na nowy będzie was kosztować tysiące złotych.

I czy w ogóle to, że te nowoczesne elementy psują się tak szybko to przypadek, czy naprawdę muszą zużywają się tak szybko. Co z ich utylizacją? Ona zapewne również jest mało ekologiczna. Czy ktoś tam na górze pomyślał jak to wygląda z perspektywy przeciętnego użytkownika.

Pomyślmy ile więcej produkujemy samochodów. Obecnie jest to globalnie ponad 1,7 miliarda pojazdów. Ile fabryk trzeba było otworzyć, ile punktów utylizacji i co z recyklingiem. Ile ogromnych kontenerowców należało uruchomić i kto za to wszystko płaci.

Koncerny prawdy nie mówią, zostało to już dawno temu udowodnione. Lobbyści nie próżnują i mówią iż wszystko jest ekologiczne. Zadajmy sobie pytanie,  czy my idąc tą drogą jesteśmy eko w 100%? niech każdy szczerze odpowie sobie samemu na to pytanie.

Artykuł przygotowany przez Derweise

Korekta Hondacbr11